w Artykuły: Zderzenie z Prozą - gary_joiner - Herbatka u Heleny

Artykuły



Zderzenie z Prozą - gary_joiner

Kategoria: miniatura

Kategoria: miniatura (mnt)




- Co ty, do kurwy nędzy, wyprawiasz?
- Co?
Andrzej był zbyt skupiony na lutowaniu, żeby zorientować się na ile niestosowne jest odpowiadanie na to konkretne pytanie innym, w dodatku monosylabicznym, pytaniem. Żona szybko uświadomiła mu rozmiary komunikacyjnej pomyłki.
- W dupie pstro! – Ryknęła, doskakując do stołu warsztatowego i wytrącając z ręki Andrzeja lupę. – Obiecałeś zrobić pranie małemu! Żeby miał w czym spać! Żeby, kurwa, nie umarł z wyziębienia! Żebym nie musiała słuchać od twojej mamusi, jak to kiedyś potrafiło się zadbać o dzieci, dom posprzątać i jeszcze trzydaniowy obiad dla mężusia ugotować, kiedy harpia wpadnie z niezapowiedzianą wizytą o siódmej rano! Żebyś się na cokolwiek przydał!
- Zaraz skończę i…
- Jest pierwsza w nocy! Dłubiesz przy tych gratach od pięciu godzin! Bóg mi świadkiem, jak usłyszę jutro, że nie masz siły iść z małym na spacer, bo jesteś zmęczony, to dopilnuję żebyś już nigdzie i nigdy nie poszedł!
- Skończę tylko jedną ważną rzecz i…
- Żebym ja nie skończyła jednej, najwyraźniej niezbyt dla ciebie ważnej, rzeczy!
Żona obróciła się na pięcie i wymaszerowała z obstawionego maszynerią i elektroniką garażu. Andrzej odprowadził ją wzrokiem, po czym wrócił do pracy, poprawiając ostatnie luty na drukowanej płytce. Nie miał żonie za złe wybuchów. Ani tego, ani poprzednich. Kiedyś uwielbiał ten jej ognisty temperament, Przy poziomie stresu, jakim była bombardowana, musiała jakoś odreagować, a on był wygodnym i podręcznym chłopcem do bicia. Mały smarkał, sikał, ślinił i srał na żonę, żona przekuwała złe emocje w ostre słowa i bombardowała nimi Andrzeja, a Andrzej uciekał w pracę; i nie tylko dlatego, że w inżynierii czuł się o wiele bardziej kompetentny niż w ojcostwie, a otoczenie podzespołów i narzędzi zapewniało mu wrażenie bezpieczeństwa. Jeżeli po wyeliminowaniu usterki wszystko zadziała w końcu tak, jak od początku powinno, to Andrzej będzie mógł jechać na fali inżynieryjnego sukcesu przez resztę życia. Zapewnić małemu, i jego małemu i małemu jego małego dowolne luksusy. Nie będzie musiał co rano, punkt ósma, odbijać karty w centrum badawczym, więc znajdzie czas na lekturę poradników dla początkujących rodziców i podniesie umiejętności obsługi niemowlaka. Może wreszcie znajdzie siły na podjęcie terapii małżeńskiej, o której żona przebąkiwała regularnie od trzeciego trymestru ciąży. W końcu przestanie czuć się jak dinozaur, który ślepym trafem przetrwał uderzenie asteroidy, wywołane nim trzęsienia ziemi i fale tsunami, po to tylko by pomału skonać z głodu i zimna, odcięty od życiodajnych słonecznych promieni warstwą atmosferycznego pyłu.
Odłożył lutownicę, pogratulował sobie dobrej roboty, po czym włożył płytę do obudowy Wehikułu, podłączył zasilanie i uruchomił procedury diagnostyczne. Kiwał głową, kiedy kontrolki kolejno rozbłyskiwały na zielono. Rzucił okiem na panel sterowania i, upewniwszy się, że wszystkie parametry znajdują się w granicach normy, wprowadził docelową datę: zeszła sobota, wczesny wieczór i miejsce: podjazd do garażu. Byli wtedy z żoną na wyjątkowo nieudanych imieninach teścia, więc ryzyko, że w trakcie podróży Andrzej trafi na swoją wcześniejszą wersję było minimalne. O ile oczywiście nawigacja czasoprzestrzenna zadziała tak, jak sugerował to model teoretyczny. Z drugiej strony: jeżeli zadziała inaczej, to przypadkowe wpadnięcie na samego siebie będzie stosunkowo niewielką niedogodnością, w porównaniu do, dajmy na to, wylądowaniu w mrocznej i zimnej próżni kosmosu, bądź cofnięciu się wprost pod wyszczerzoną paszczę tyranozaura.
- Kto nie ryzykuje, ten... No, prowadzi życie w cichej rozpaczy – oznajmił Andrzej, naciskając wielki czerwony guzik opisany słowem: „START”.
Podróż nie należała do widowiskowych. W jednej chwili siedział w Wehikule w garażu, w drugiej siedział w Wehikule na podjeździe. Żadnych odmiennych stanów świadomości, zawrotów głowy, mrowienia skóry, niestworzonych zapachów czy wirujących, pulsujących wszystkimi barwami tęczy tuneli czasoprzestrzennych. Jedynie cichy syk powietrza, z oburzeniem ustępującemu miejsca cudowi technologii zadającemu gwałt fizyce klasycznej.
Andrzej wszedł z Wehikułu i wszedł do domu. Skierował się do pokoju dziecięcego, gdzie kolejno wysuwał szuflady regału i metodycznie grzebał w ich zawartości. W końcu znalazł czystego pajaca, jedyną część niemowlęcej garderoby, w którą potrafił wcisnąć syna bez narażania i jego, i siebie na traumy. Uniósł pajaca nad głowę, niczym główną nagrodę w plebiscycie na najlepszego podróżnika w czasie. Nie był to co prawda skalp Hitlera, ani nawet spis wyników meczów z przyszłości, ale wystarczał jako dowód prawidłowego działania Wehikułu, a ponadto miał tę zaletę, że mógł za jego pomocą dowieść żonie, że w całej tej jego wynalazczości chodziło o coś więcej, niż o samolubną samorealizację. Andrzej wrócił do Wehikułu, chwilę potem do teraźniejszości, a finalnie do pokoju dziecięcego.
Żona i mały już spali. Ona na plecach, w większości wciąż w dresie, za wyjątkiem zmaltretowanych, wystających spod podwiniętej bluzy piersi, pochrapując z lekka. On niespokojnie przetaczający się z boku na bok, wierzgający nóżkami i przyjmujący pozy, na widok których zimny pot oblałby niejednego jogina.
Andrzej delikatnie usiadł na brzegu łóżka i odczekał, aż pozycja jego syna się ustabilizuje. Ostrożnie przystąpił do ubierania chłopca w ciuszek zdobyty w przeszłości. Zaczął od lewego rękawka. Spokojnie, bez gwałtownych ruchów. Precyzyjnie, jakby lutował nogi mikroprocesora. Przy drugim rękawku zaczął podejrzewać, że coś jest nie w porządku. Przy nogawce był już pewien, że wie co konkretnie było nie tak: ubranko okazało się za małe. Przy odrobinie wysiłku i dzięki serii subtelnych manipulacji potrafiłby pewnie wcisnąć pulchną, różowiutką kończynkę między rozciągliwą tkaninę, ale nie był pewien czy zapewnienie potomkowi komfortu termicznego warte jest ryzyka przerwania jego spoczynku. Nie ukończył analizy potencjalnych zysków i możliwych strat, bo dotarło do niego, co oznaczał za mały rozmiar pajaca.
- Atomy jednak powiększają się wraz z rozszerzaniem się wszechświata! - Krzyknął, porażony olśnieniem, zrywając pajaca z dziecka i unosząc materiał nad głowę, w geście absolutnego triumfu.
Syn Andrzeja przebudził się sekundę przed jego żoną. Kiedy kobieta otwierała oczy, mały już zawodził, niczym obdzierany ze skóry wyjec.
- To przemodeluje całą teorię względności, a pewnie też mechanikę kwantową! Leonardo da Vinci! Nikola Tesla! Andrzej...
Słowa utknęły w gardle na zawsze, kiedy żona wyrwała Andrzejowi ubranko, jednym gwałtownym ruchem owinęła mu je wokół szyi i zacisnęła tak mocno, że chrobot miażdżonych chrząstek zagłuszył na moment płacz dziecka.

gary_joiner 27.06.2022 22:30 128 wyświetleń 4 komentarzy Drukuj

4 komentarzy

Pozostaw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • Helena Chaos
    Powiem Ci szczerze, że o ile czyta się naprawdę fajnie, bo potrafisz pisać we wciągający sposób, to jednak sama historia zawodzi. Być może zabrakło mi wiedzy z dziedziny fizyki, ale coś mi się wydaje, że wbrew pozorom - nie jest tu potrzebna. Całość jawi mi się jako trochę bardziej rozbudowana ilustracja do kawału: czy potrafisz wyobrazić sobie człowieka, który jest jednocześnie bezbrzeżnie inteligentny i bezbrzeżnie głupi? A poznałeś kiedyś jakiegoś inżyniera? Wyprowadź mnie z błędu, jeśli jednak ten mały dzynks fizyczny jest tutaj kluczowy i po prostu tekstu nie zrozumiałam Smile

    Mimo wszystko - fajnie było przeczytać, choć dla mnie to praktycznie tekst "z życia wzięty", bo też mam w domu inżyniera i dziecko XD
    - 03.06.2022 08:43
    • gary_joiner
      Masz rację co do tego, że tekst jest w gruncie rzeczy rozbudowanym kawałem, chociaż oczywiście można się bawić w naditerpretacje i szukanie w nim drugiego dna. Napisałem go na fali ojcowstkich doświadczeń jako żart: facet podróżujący w czasie po to, żeby znaleźć czysty ciuch dla dziecka po to tylko, żeby nie ogarnąć, że dziecko urosło przez tydzień i przypłacić to życiem wydał mi się zabawny, ale jest też lekka gorzkawym komentarzem do społecznej rzeczywistości: w której nikt nie dodaje do noworodków instrukcji obsługi, przez co nie wszyscy rodzice odnajdują się w nowych rolach.
      - 30.06.2022 11:40
      • Helena Chaos
        No co Ty, instrukcji są miliardy, każda mądrzejsza od drugiej Grin Tylko że instrukcje sobie, a dzieci sobie Wink I mam nadzieję, że nie przeczyta tego nikt z moich znajomych, ale te dzieci wychowywane według "najnowszych i najlepszych" instrukcji, są z mojego punku widzenia najbardziej pogrzanymi, jakie znam Frown
        - 30.06.2022 12:16
        • gary_joiner
          Zgoda w pełnej rozciągłości, ale mi nawet nie chodzi o obsługę dziecka, tylko bardziej obsługę siebie samego (wiem, wiem, wyraziłem się poprzednio co najwyżej średnio precyzyjnie). Ojcostwo to jest bardzo ciekawy temat, który rzadko kiedy się przebija gdziekolwiek, a do fantastyki to już chyba w ogóle. Wymagania społeczne są sprzeczne (oczywiście, kobiety nadal mają pod tym względem o wiele bardziej przekichane) i takie odnajdywanie się w roli rodzica jest interesującą przygodą, i o tym też w pewnym sensie jest ta historyjka ( w mojej interpretacji, w każdym razie). Nie to żebym starał się forsować głębię, której nie ma, po prostu takie rzeczy mi krążyły po głowie, kiedy pisałem tę miniaturkę.
          - 01.07.2022 10:45
    Zaloguj
    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.
    Zapomniałeś/aś hasła?
    Shoutbox
    Musisz się zalogować, aby opublikować wiadomość.
    FortApache4 dni temu#60707
    Na portalu NF "Twarze" tutaj -> https://www.fantastyka.pl/opowiadania...okaz/29069
    Komentarze mile widziane.
    Pozdrówka. Smile Smile Smile
    FortApache6 dni temu#60706
    Dzisiaj ukazała się wrześniowa "Histeria", a w niej moje "Twarze".
    Tutaj -> http://magazynhisteria.pl/czytajpobierz/
    Spokojnej lektury.
    Pozdrówka.Smile Smile Smile
    FortApache20 dni temu#60699
    W wrześniowej "Histerii" kolejne moje opowiadanie, pod wiele mówiącym tytułem "Twarze". Polecam.
    Pozdrówka. Smile Smile Smile
    Nathien
    Nathien24 dni temu#60698
    W sumie to nie spodziewałam się nic innego Grin Ale cieszę się, że tu jeszcze zaglądasz i mi odpowiedziałeś :p
    unplugged
    unplugged29 dni temu#60697
    Szczerze, to nie Smile
    Aktualnie online
    Gości online 6
    Użytkowników online 0

    Łącznie użytkowników: 795
    Najnowszy użytkownik: PrimeAdmin